W ostatnich dniach na kilku największych lotniskach w Tajlandii, w tym w Bangkoku (Suvarnabhumi, Don Mueang), Chiang Mai oraz Phuket, pojawiły się liczne doniesienia o cudzoziemcach, którym odmówiono wjazdu do Tajlandii. Powodem był brak możliwości wykazania wystarczających środków finansowych na czas pobytu.
Choć dla wielu podróżnych decyzje te wydają się nagłe i zaskakujące, w rzeczywistości nie wynikają z wprowadzenia nowych przepisów. Mamy do czynienia z bardziej rygorystycznym stosowaniem istniejących już uprawnień funkcjonariuszy imigracyjnych, którzy – zgodnie z obowiązującym prawem – mogą ocenić, czy przyjezdny jest w stanie samodzielnie utrzymać się podczas pobytu w Tajlandii.
Podstawą prawną jest tajska ustawa imigracyjna Immigration Act B.E. 2522 z 1979 roku. Dokument ten daje urzędnikom prawo do żądania od cudzoziemców dowodu posiadania środków finansowych wystarczających na pobyt w Tajlandii. Od lat funkcjonuje przy tym orientacyjna kwota:
- około 20 000 bahtów na osobę,
- około 40 000 bahtów na rodzinę.
W praktyce jednak wymóg ten przez długi czas nie był egzekwowany, szczególnie w przypadku turystów, którzy pierwszy raz przyjeżdzają do Tajlandi lub nie spędzają w Tajlandii za dużo czasu. Kontrolowane w ten sposób były głównie osoby, które przebywały w Tajlandii zbyt długo na zasadach zwolnienia wizowego lub jako turyści.
Zmiana nie dotyczy więc treści prawa, lecz sposobu jego stosowania. Funkcjonariusze zaczęli korzystać z przysługującej im swobody decyzyjnej znacznie częściej i bardziej stanowczo niż w ostatnich latach.
Szczególne emocje wzbudził przypadek z lotniska Phuket, gdzie rosyjski turysta otrzymał na kontroli imigracyjnej dokument i zapytał, czy jego podpisanie może mieć dla niego negatywne konsekwencje w przyszłości. Po przeanalizowaniu formularza okazało się, że był to standardowy dokument „Refusal of Entry” – czyli odmowa wjazdu. Dokument nie zawierał żadnych zapisów dotyczących czarnej listy, zakazu wjazdu ani długoterminowych sankcji imigracyjnych. Odnotowywał jedynie fakt, że w danym momencie odmówiono wjazdu do kraju.
Turysta został poinformowany, że podpisanie dokumentu nie skutkuje automatycznym wpisem na blacklistę i nie zamyka drogi do ponownego przyjazdu do Tajlandii w przyszłości, pod warunkiem spełnienia wymogów przy kolejnej próbie wjazdu. Przypadek ten pokazuje, jak wiele nieporozumień narasta wokół znaczenia decyzji imigracyjnych podejmowanych na lotniskach.
Contents
Co to oznacza dla turystów?
W związku z obecnym egzekwowaniem przepisów zalecamy posadanie posiadanie łatwo dostępnego potwierdzenia środków finansowych (gotówka lub w aplikacji bankowej), rezerwacji noclegu oraz biletu powrotnego lub dalszej podróży. Dotyczy to zarówno turystów przylatujących do Tajlandii po raz pierwszy, jak i osób regularnie wracających w ramach ruchu bezwizowego, które bywają częściej weryfikowane. Podczas rozmowy należy jasno określać turystyczny cel pobytu. Deklarowanie pracy lub zarabiania w Tajlandii przy wjeździe turystycznym może prowadzić do odmowy wjazdu.
Sprawdź aktualne zasady wjzadu do Tajlandii. Przed wylotem pamiętaj o wypełnieniu obowiązkowego formularza TDAC.
Odmowa wjazdu to nie to samo co czarna lista
Jednym z najczęściej powtarzanych mitów wśród obcokrajowców jest przekonanie, że odmowa wjazdu automatycznie oznacza umieszczenie na czarnej liście. W większości przypadków jest to nieprawda. Refusal of Entry to decyzja administracyjna podejmowana na granicy, oparta na ocenie sytuacji w danym momencie. Sama w sobie nie oznacza zakazu wjazdu w przyszłości. Teoretycznie oznacza to, że nawet jeśli danego dnia odmówiono Ci wjazdu, to gdy przylecisz następnego dnia, potencjalnie możesz zostać wpuszczony.
Wpis na blacklistę wymagałby odrębnej decyzji i byłby wyraźnie zaznaczony w dokumentacji. Problem polega na tym, że na lotniskach rzadko ktoś tłumaczy podróżnym różnicę między tymi pojęciami, co sprzyja panice i spekulacjom.
Dlaczego środowisko expatów jest zaniepokojone
Niepokój wśród cudzoziemców nie wynika z samego faktu istnienia uprawnień imigracyjnych – te obowiązywały od dekad. Źródłem problemu są przede wszystkim:
- brak jasnej, oficjalnej komunikacji o zaostrzonym egzekwowaniu przepisów,
- nieprecyzyjne informacje, jakie formy potwierdzenia środków są akceptowane,
- wątpliwości, czy środki muszą być w gotówce, czy wystarczy dostęp do konta bankowego (były przypadki, że urzędnicy uznawal wyłączni gotówkę)
- obawy związane z podpisywaniem dokumentów imigracyjnych bez wyjaśnienia ich skutków.
Gdy zasady są stosowane nierównomiernie i bez czytelnych wytycznych, nawet osoby działające zgodnie z prawem zaczynają tracić zaufanie do systemu.
Zródło: Pattaya Mail
Daniel od 8 lat mieszka w Tajlandii i pomaga planować podróże po całym kraju – od Bangkoku, przez ukryte wyspy, aż po parki narodowe. Na własnej skórze sprawdził 200 hoteli, był na setkach wycieczek, przejechał tysiące kilometrów i zna lokalne realia, które trudno znaleźć w przewodnikach. Dzieli się praktycznymi wskazówkami, oszczędzając czytelnikom czasu, pieniędzy i nerwów. Tworzy ten blog, by pomóc innym zobaczyć Tajlandię naprawdę – nie tylko od turystycznej strony. Skontaktuj się ze mną: hello@readyforthailand.com




