Nowy minister turystyki i sportu Tajlandii, Surasak Phanjaroenworakul, zapowiedział w parlamencie wyraźną zmianę polityki wobec turystów i obcokrajowców przebywających w kraju dłużej. Podczas debaty nad polityką rządu potwierdził, że Tajlandia chce odejść od bardzo liberalnego podejścia do ruchu turystycznego i przejść do modelu, w którym liczyć się będą nie tylko przyjazdy, ale też bezpieczeństwo, kontrola i większy dochód z turystyki zamiast jak największej ilości turystów. Zmiany nie weszły jeszcze w życie i póki co nadal znajdują się na etapie planowania. Minister potwierdził, że będą wdrażane etapami. W artykule sprawdzisz, jakie zmiany zapowiada rząd Tajlandii i na jakim są etapie. Pokazujemy też, jakie są alternatywy oraz jak te zmiany mogą wpłynąć na osoby mieszkające w Tajlandii i rynek nieruchomości.
Contents
- 1 Skrócenie pobytu bezwizowego z 60 do 30 dni
- 2 Opłata wjazdowa dla turystów 300 THB
- 3 Obowiązkowe ubezpieczenie dla turystów
- 4 Przegląd wiz długoterminowych do 180 dni
- 5 Wyższy podatek od wylotu i rosnące koszty podróży
- 6 Koniec życia w Tajlandii na turystycznym pobycie
- 7 Z czego wynikają planowane zmiany?
- 8 „Jakość ponad ilość” – Rząd Tajlandii nie chce więcej turystów
- 9 Zmiany będą wdrażane etapami
- 10 Nasz komentarz
Skrócenie pobytu bezwizowego z 60 do 30 dni
Najważniejsza zapowiedź dotyczy skrócenia pobytu bezwizowego z 60 do 30 dni dla turystów z 93 krajów. Surasak Phanjaroenworakul powiedział, że decyzja wynika z analizy rzeczywistych zachowań turystów. Według rządowych analiz rzeciętny turysta przebywa w Tajlandii około 9 dni, aż 89% odwiedzających zostaje tylko od 1 do 3 dni, a najdłuższa średnia długość pobytu wynosi zaledwie 21 dni. Właśnie tym rząd uzasadnia plan skrócenia pobytu bezwizowego. Władze twierdzą, że 60 dni nie odpowiada już realnemu modelowi podróży i nie powinno mieć wpływu na większość typowych turystów, bo ich pobyty i tak są znacznie krótsze.
Opłata wjazdowa dla turystów 300 THB
Rząd nadal analizuje równieżwprowadzenie opłaty wjazdowej dla turystów. Mowa o kwocie 300 THB dla osób przybywających drogą lotniczą. Ważne jest to, że według zapowiedzi nie będzie to opłata połączona z ubezpieczeniem. Ministerstwo tłumaczy, że pieniądze mają trafiać na rozwój infrastruktury turystycznej, poprawę bezpieczeństwa i jakości usług.
To istotne, bo w debacie często mieszano wcześniej dwa tematy, czyli tourist fee i obowiązkowe ubezpieczenie. Z przedstawionych informacji wynika jednak jasno, że rząd traktuje je jako dwa osobne mechanizmy. Jeden ma ograniczyć koszty leczenia po stronie państwa, a drugi ma dostarczyć pieniędzy na infrastrukturę i system turystyki.
Obowiązkowe ubezpieczenie dla turystów
Kolejna planowana zmiana to obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne dla turystów. Rząd uzasadnia ten ruch kosztami, jakie ponoszą tajskie szpitale przez leczenie nieubezpieczonych obcokrajowców. Według danych ministerstwa zdrowia niezapłacone rachunki medyczne mają przekraczać 100 milionów bahtów rocznie. Najmocniej obciążone są placówki w miejscach turystycznych. Jako przykład podano szpital w Phuket, który ma tracić około 10 milionów bahtów rocznie przez nieubezpieczonych pacjentów.
W uzasadnieniu podkreślono, że szpitale muszą udzielać pomocy w nagłych przypadkach niezależnie od tego, czy pacjent może zapłacić. Władze wskazują też, że wiele kosztownych przypadków wiąże się z wypadkami na motocyklach, a czasem również z alkoholem i narkotykami. Dlatego plan zakłada obowiązek posiadania ochrony jeszcze przed wjazdem do Tajlandii.
Przegląd wiz długoterminowych do 180 dni
Władze zapowiedziały też współpracę z ministerstwem spraw zagranicznych przy przeglądzie turystycznych wiz długoterminowych. W materiale wprost zaznaczono, że część obecnych kategorii pozwala na pobyt nawet do 180 dni i że dostęp do takich rozwiązań może zostać skorygowany. To pokazuje, że zmiany nie mają dotyczyć wyłącznie klasycznej turystyki, ale całego szerszego systemu pobytu cudzoziemców.
Wyższy podatek od wylotu i rosnące koszty podróży
W pakiecie zmian pojawia się też podwyżka opłat lotniskowych, co wpłynie na wyższe ceny biletów lotniczych. W materiale wskazano, że departure tax ma wzrosnąć z 730 do 1 120 bahtów, co oznacza wzrost o 53%. Rząd wiąże to z potrzebą zwiększenia wpływów i finansowania systemu turystycznego w sytuacji, gdy liczba przyjazdów spada, a branża działa w trudniejszych warunkach gospodarczych.
Koniec życia w Tajlandii na turystycznym pobycie
Surasak Phanjaroenworakul bardzo wyraźnie zaznaczył, że celem rządu jest przecięcie związku między turystyką a długoterminowym pobytem obcokrajowców. Rząd chce zerwać powiązanie między ruchem turystycznym a osobami, które de facto żyją w Tajlandii na zasadach turystycznych.
Minister tłumaczył, że część cudzoziemców wykracza poza zwykłą aktywność turystyczną. Jak wskazano, niektórzy zakładają biznesy, pozostając formalnie turystami, a inne grupy podejmują pracę i korzystają z możliwości, które zdaniem władz powinny być zarezerwowane dla legalnych kategorii pobytu. W uzasadnieniu padło stwierdzenie, że takie sytuacje zacierają granicę między turystą a rezydentem. Właśnie dlatego skrócenie pobytu ma według rządu wzmocnić granice prawne i ograniczyć nadużycia.
Z czego wynikają planowane zmiany?
W uzasadnieniu zmian minister odniósł się też do kwestii bezpieczeństwa. Powiedział, że rośnie przestępczość powiązana z nadużywaniem systemu wizowego, a elastyczne zasady wjazdu i wyjazdu są wykorzystywane przez zorganizowane grupy. W materiale zaznaczono, że według źródeł bezpieczeństwa część operacji oszustw z udziałem cudzoziemców nasiliła się po działaniach służb w Myanmarze i Kambodży, a niektóre sieci przestępcze miały przenieść aktywność do Tajlandii.
Rząd tłumaczy, że obecny system tworzy luki utrudniające skuteczne egzekwowanie prawa. W praktyce chodzi o to, że część grup może wielokrotnie wjeżdżać i wyjeżdżać z kraju przy minimalnych ograniczeniach. Pojawia się również wątek przekraczania granic lądowych z sąsiednimi państwami, w tym przez Laos, Malezję i Kambodżę, co rząd przedstawia jako dodatkowy argument za zaostrzeniem kontroli i monitorowania ruchu cudzoziemców.
„Jakość ponad ilość” – Rząd Tajlandii nie chce więcej turystów
W ostatnim czasie liczba turystów odwiedzających Tajlandię zaczyna spadać – między styczniem a marcem 2026 roku do Tajlandii przyjechało 9,31 miliona turystów, podczas gdy w tym samym okresie 2025 roku było ich 9,55 miliona. Oznacza to spadek o 2,51% rok do roku. Jednocześnie Tourism Authority of Thailand obniżyło prognozy na cały 2026 rok do około 30–34 milionów odwiedzających.
To właśnie w tym kontekście rząd zmienia strategię i przechodzi na podejście określane jako „Value over Volume”. Surasak potwierdził, że liczba turystów nie będzie już głównym wskaźnikiem sukcesu. Priorytetem mają być wyższe przychody z turystyki, a nie rekordy frekwencji.
W praktyce oznacza to większe nastawienie na turystów, którzy wydają więcej, zostają krócej i poruszają się w bardziej uporządkowanym systemie.
Zmiany będą wdrażane etapami
Na końcu Surasak Phanjaroenworakul zaznaczył, że reformy nie zostaną wprowadzone jednego dnia, tylko etapami i na podstawie danych. Jednocześnie z całego wystąpienia jasno wynika, że Tajlandia zmienia kierunek. Rząd nie chce już polityki maksymalnego otwarcia, lecz systemu bardziej selektywnego, szczelniejszego i droższego dla części przyjezdnych. W centrum tej zmiany znajdują się krótsze pobyty bezwizowe, obowiązkowe ubezpieczenie, nowe opłaty, większa kontrola i odchodzenie od masowej turystyki na rzecz bardziej dochodowego modelu.
Mogę teraz przerobić to jeszcze w drugą wersję, bardziej „artykułową” i płynniejszą stylistycznie, ale dalej bez kropek i bez wycinania ważnych informacji.
Nasz komentarz
Na ten moment mówimy o zapowiedziach, a nie obowiązujących przepisach, ale skala i poziom tej dyskusji są dziś dużo większe niż wcześniej. Rząd premiera Anutina Charnvirakula jasno pokazuje, że chce ograniczyć napływ obcokrajowców i życie w Tajlandii na wizie turystycznej, co do tej pory było tolerowane i akceptowane.
Jeśli ten kierunek się utrzyma, osoby chcące przebywać w Tajlandii dłużej będą musiały przejść na konkretne wizy pobytowe. Opcji jest sporo. Jest wiza DTV, która została wprowadzona między innymi dla osób pracujących zdalnie i pozwala na pobyt nawet do 5 lat. Jest wiza edukacyjna, którą można uzyskać np. na naukę języka tajskiego albo kursy Muay Thai i która pozwala zostać nawet rok. Jest Thailand Privilege Card, czyli wiza dla osób zamożniejszych na okres od 5 do nawet 20 lat, gdzie koszt w zależności od pakietu waha się od kilkuset tysięcy do ponad miliona bahtów, ale w zamian dostaje się bardzo uproszczone formalności. Jest wiza emerytalna dla osób powyżej 50 roku życia, a także wiza LTR skierowana do bardziej zamożnych osób, inwestorów, specjalistów i ludzi pracujących zdalnie na wyższych dochodach.
📌 Jak zamieszkać w Tajlandii – poradnik
Wizy nie są jednak optymalnym rozwiązaniem w każdym przypadku – często są kosztowne, wymagające albo mało elastyczne. Planowane zmiany w zasach pobytu mogą zabić rynek turystów długoterminowych, którzy przyjeżdżają do Tajlandii na 3, 4, 5 czy 6-7 miesięcy, często na zimę, po czym wracają do swojego kraju. Długoterminowi turyści cenią sobie przede wszystkm elastyczne i bezproblemowe zasady pobytu. Nie mieszkają w Tajlandii na stałe, przez co niekoniecznie chcą wyrabiać sobie specjalne wizy i ścierać się ze skomplikowaną, tajską biurokracją.
Jeśli rząd skróci bezwizowy pobyt, z 30 do 60 dni i będzie skutecznie utrudniał dłuższe wakacje, długoterminowi turyści mogą odpłynąc z Tajlandii i wybrać kraje o bardziej liberalnych zasach pobytu jak Wietnam, Filipiny czy Kambodża. Stanowi to problem dla takich miejc jak Pattaya czy częściowo Chiang Mai, Phuket i Koh Samui, gdzie duża część lokalnego rynku opiera się właśnie na turystach długoterminowych, zwłaszcza w sezonie niskim, gdy jest mniej turystów. Długoterminowi turyści wynajmują mieszkania z miesiąca na miesiąc, jedzą w lokalnych restauracjach, korzystają z usług i zostawiają pieniądze wśród lokalnej społeczności, która w przypadku ich odpływu może popaść w tarapaty finansowe.
Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz – te zmiany mogą mieć realny wpływ na rynek nieruchomości w Tajlandii. Jeśli liczba długoterminowych turystów spadnie, to spadnie też popyt na wynajem, szczególnie w low seasonie. To może uderzyć w osoby, które kupują mieszkania inwestycyjnie z myślą o wynajmie. Najbardziej narażone są właśnie miejsca takie jak Pattaya, Phuket czy Koh Samui, które w dużym stopniu bazują na tego typu klientach. Do tego można spodziewać się spadku wartości cen nieruchomości, gdyż ograniczenie możliwości swobodnego pobytu w Tajlandii, może zniechęcić znaczną część inwestorów.
Rząd Tajlandii bez wątpienia ma swoje argumenty, bo w ostatnim czasie nasiliły się problemy z obcokrajowcami, nielegalnymi biznesami i nadużyciami, dlatego próbuje to uporządkować. Problem polega jednak na tym, że przy podejściu „jakość ponad ilość” najbardziej skorzystają duże podmioty, hotele, korporacje i zorganizowana turystyka, a stracić mogą mniejsze biznesy, które żyją z długoterminowych turystów. To są właśnie te osoby, które wynajmują mieszkania na kilka miesięcy, jedzą lokalnie i funkcjonują poza systemem typowej turystyki hotelowej.
Podsumowując, kierunek zmian jest jasny i nie jest przypadkowy. Tajlandia chce mieć większą kontrolę nad tym, kto i na jakich zasadach przebywa w kraju, chce ograniczyć nadużycia i zwiększyć wpływy z turystyki. Natomiast jednocześnie uderza to w pewien model funkcjonowania, który przez lata był bardzo popularny i dla wielu osób wygodny. Na ten moment nic jeszcze nie zostało wprowadzone, ale jeśli te zapowiedzi przejdą w konkretne przepisy, to sposób, w jaki wiele osób żyje dziś w Tajlandii, może się po prostu skończyć albo mocno zmienić.
Zródło: Thai Examiner, własne
Daniel od 8 lat mieszka w Tajlandii i pomaga planować podróże po całym kraju – od Bangkoku, przez ukryte wyspy, aż po parki narodowe. Na własnej skórze sprawdził 200 hoteli, był na setkach wycieczek, przejechał tysiące kilometrów i zna lokalne realia, które trudno znaleźć w przewodnikach. Dzieli się praktycznymi wskazówkami, oszczędzając czytelnikom czasu, pieniędzy i nerwów. Tworzy ten blog, by pomóc innym zobaczyć Tajlandię naprawdę – nie tylko od turystycznej strony. Skontaktuj się ze mną: hello@readyforthailand.com




