W Tajlandii weszły w życie nowe przepisy dotyczące sprzedaży alkoholu. Brzmi to dość niecodziennie, bo sprzedawcy dostali jasne wytyczne, jak ocenić, czy klient jest już zbyt pijany, by sprzedać mu kolejny drink czy piwo. Zasady zostały ogłoszone 28 marca 2026 roku w Royal Gazette, a zaczęły obowiązywać następnego dnia.
W praktyce chodzi o to, żeby sprzedawca nie działał już wyłącznie „na oko”, ale miał konkretne kryteria, kiedy może uznać, że klient jest nietrzeźwy. I właśnie tu robi się ciekawie, bo oprócz zwykłej obserwacji zachowania pojawiają się też testy, które bardziej kojarzą się z policyjną kontrolą na drodze albo zabawnym filmikiem z internetu niż z zakupem piwa w sklepie 7-Eleven.
Zgodnie z nowymi zasadami, za osobę nietrzeźwą może zostać uznany ktoś, kto po spożyciu alkoholu ma wyraźne problemy z równowagą, poruszaniem się albo zachowuje się w sposób mogący stwarzać zagrożenie dla siebie lub innych. Pod uwagę brany jest też zapach alkoholu oraz dodatkowe objawy, takie jak zaczerwienione lub drgające oczy, bełkotliwa mowa, chwiejny chód, drżenie rąk, agresja, zaczepianie innych osób, niewłaściwe zachowanie czy wyraźne splątanie.
Najbardziej zaskakujące są jednak trzy standardowe testy, które sprzedawca może wykorzystać, by ocenić stan klienta.
Pierwszy to test dotknięcia nosa palcem przy zamkniętych oczach. Jeśli ktoś nie trafia w czubek nosa z dokładnością do jednego centymetra albo wyraźnie trzęsie mu się ręka, może zostać uznany za osobę nietrzeźwą.
Drugi polega na przejściu 10 kroków po linii, stopa za stopą, obróceniu się i powtórzeniu tego samego.
Trzeci to stanie na jednej nodze około 30 sekund i liczenie. Jeśli ktoś się chwieje, podpiera rękami, stawia nogę za wcześnie albo wyraźnie traci równowagę, wynik może być dla niego niekorzystny.
Trzeba przyznać, że wygląda to dość surrealistycznie. Teoretycznie więc przed kupnem alkoholu w Tajlandii można zostać poproszonym nie tylko o dowód, ale też o wykonanie mini testu sprawnościowego.
Dla turystów może to być zaskoczenie, a dla wielu osób także coś dość zabawnego — zwłaszcza gdy wyobrażą sobie scenę, w której klient stojący przy lodówce z piwem próbuje z zamkniętymi oczami trafić palcem w nos. Z drugiej strony władze tłumaczą, że chodzi o bezpieczeństwo, porządek publiczny i ograniczenie sprzedaży alkoholu osobom wyraźnie pijanym.
W praktyce wiele będzie zależało od tego, jak rygorystycznie nowe przepisy będą egzekwowane, bo sprzedawcy zwykle podchodzą do tematu bardzo luźno .
Daniel od 8 lat mieszka w Tajlandii i pomaga planować podróże po całym kraju – od Bangkoku, przez ukryte wyspy, aż po parki narodowe. Na własnej skórze sprawdził 200 hoteli, był na setkach wycieczek, przejechał tysiące kilometrów i zna lokalne realia, które trudno znaleźć w przewodnikach. Dzieli się praktycznymi wskazówkami, oszczędzając czytelnikom czasu, pieniędzy i nerwów. Tworzy ten blog, by pomóc innym zobaczyć Tajlandię naprawdę – nie tylko od turystycznej strony. Skontaktuj się ze mną: hello@readyforthailand.com




